„Wąsy” Emmanuela Carrère’a - o książce i filmie

 

Wąsy” Emmanuela Carrère’a to jedna z najdziwniejszych książek, jakie czytałam, i jeden z najdziwniejszych filmów, jakie oglądałam

Najpierw o książce. Narrator przyjmuje perspektywę bohatera, w związku z czym oglądamy świat takim, jakim on go widzi, i doświadczamy całej palety stanów i emocji, które skłaniają go do podejmowania takich, a nie innych decyzji. Co znamienne, nie znamy bohatera książki z imienia. To mężczyzna, najpewniej około czterdziestki, o gęstej czuprynie i pełnych wąsach. Pewnego razu, w czasie odprawianego w łazience codziennego rytuału podcinania i modelowania wąsów, pyta figlarnie swojej żony Agnès, co by było, gdyby zgolił wąsy… „To byłby dobry pomysł” - odpowiada Agnès równie żartobliwym głosem. Ta krótka wymiana zdań otwiera powieść i zapoczątkowuje akcję. Dalej wypadki toczą się lawinowo. Agnès wychodzi na chwilę do sklepu. W tym czasie bohater goli wąsy w przekonaniu, że wytnie żonie psikusa i zaskoczy przyjaciół. A jednak, dokonawszy dzieła, zaczyna odczuwać trwogę, obawia się reakcji otoczenia, zaczyna snuć przypuszczenia, które nie opuszczą go aż do końca historii. Choć w absurdalny sposób odwleka w czasie moment, w którym stanie twarzą w twarz ze swoją żoną, gdy wreszcie to się zadziewa, Agnès nie zauważa w mężu żadnej metamorfozy

Powieść czytałam jednym tchem, choć przyszła taka chwila, już bliżej końca książki, że musiałam dać sobie chwilę wytchnienia, bo zbyt współdoznawałam z bohaterem, który zapętlił się na amen w swoich domysłach i groteskowych, a zarazem dramatycznych przedsięwzięciach. Ta historia to fascynująca wędrówka po meandrach przypuszczeń, które generuje umysł bohatera, a czytelnik porusza się po nich w nadziei, że w końcu odsłoni się przed nim jakieś rozumne, logiczne wyjaśnienie...

Co się tyczy filmu, oglądałam go już po lekturze. Nie inaczej zresztą robię w przypadku innych ekranizacji książkowych. Film często pomaga mi dostrzec coś, co mi umknęło podczas lektury, i tym razem tak właśnie było. Ostatecznie to film odsłonił przede mną dość jasno sens tego, co najpewniej chciał przekazać reżyser i autor. Powieść i film Carrère’a odbieram, po pierwsze, jako parabolę o kruchości świata wykreowanego przez człowieka; po wtóre, jako ilustrację tego, jak bardzo zależymy od (wymyślonej przez nas samych) „rzeczywistości”, od otaczających nas ludzi, od sensu i znaczenia, jakie przypisujemy rzeczom; wreszcie jako dowód na to, że stanowimy zaledwie sumę tych rzeczy, i że sami w sobie być może w ogóle nie istniejemy...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Pan F. jest panem F.", czyli o tym, jak czas wrzuca bieg wsteczny